Fotografia koncertowa 0

Ostróda Reggae Festival 2017: wyznania człowieka zmęczonego

Ostróda Reggae Festival. Który to już raz pakuję sprzęt i liczę dni urlopowe, próbując zdecydować: przyjechać w czwartek, czy w piątek rano? Trudno sobie przypomnieć. W tym roku przeważył pragmatyzm (wszak w planie jeszcze kolejne wypady) i z bólem serca odpuściłem czwartkową rozgrzewkę w amfiteatrze. 

W ciągu tych kilkunastu lat wielokrotnie miałem przyjemność fotografować festiwal dla organizatorów. Bardzo to lubię, bo takie zlecenie wymaga skupienia i nie pozwala na „odpuszczanie” koncertów; kto wie, który zespół niespodziewanie okaże się czarnym koniem? Ale nadal czułem w kościach trudy Woodstocku, a w tym roku obowiązki fotografów festiwalowych z powodzeniem pełnili koledzy. Po raz pierwszy od jakiegoś czasu mogłem więc wybrać sobie koncerty, na których będę robił zdjęcia i skupić się na uzupełnieniu portretowego cyklu „Reggae Faces”.

Reggae Faces – ale o co chodzi?

To projekt, na który składają się czarno-białe zdjęcia artystów i osobowości tworzących światową scenę reggae. W Ostródzie chciałem sfotografować trójkę spośród festiwalowych artystów w studio, które szybko zbudowaliśmy w biurze prasowym. Z reguły takie założenia to typowe Wańkowiczowskie chciejstwo: należałoby się wszak cieszyć, powróciwszy choć z jednym dobrym portretem.

A jednak! Udało się, i to pomimo zbyt szybko odlatujących samolotów, kłopotów z wizami, zmęczenia po koncercie i innych przeszkód – ot, choćby wyboistej nieoświetlonej drogi do studia, meandrującej pomiędzy zwałami gruzu.

W ubiegłym roku podsumowaliśmy pierwszy etap cyklu wystawą w Centrum Spotkania Kultur w Lublinie. Mam nadzieję, że już niedługo usłyszycie o dalszych losach Reggae Faces.

Wracając jednak do festiwalu…

Wreszcie zamiast biegać – chodziłem. Mogłem spotkać wszystkich znajomych – wszak Ostróda to festiwal muzyczny, ale i towarzyski – usiąść razem na piwie i zamienić parę słów.

Na promenadzie pogawędziłem z Pablopavo, który jesienią debiutuje literacko opowiadaniami „Mikrotyki” i bardziej niż kolejnego koncertu boi się właśnie tego debiutu.  Leżąc na kocu przed dużą sceną słuchałem edukacyjnej audycji dancehallowego weterana Pablo27 i chowałem się przed szarżami obłoków z piany.

Kiedy prowadziłem Big Youtha do studia portretowego, ten nagle przystanął zobaczywszy Gorga z Vavamuffin. Zaaferowany zaczął przybijać z nim piątki wykrzykując komplementy: Big man! It was you on the stage before? It was wicked! What a voice! Maaad! Humoru nie stracił nawet wtedy, gdy moje radiowe wyzwalacze odmówiły posłuszeństwa i musieliśmy skończyć sesję trochę wcześniej.

Przegapiłbym te i inne piękne momenty, gdybym nieustannie stał w fosie, jak to miałem w zwyczaju jeszcze kilka lat wcześniej. Dlatego wybaczcie mi proszę niekompletną dokumentację fotograficzną dużej sceny i dosłownie jedno zdjęcie z hali soundsystemów. To po prostu była jedna z najfajniejszych Ostród na jakich byłem.

A Tobie jak podobała się Ostróda?

Napisz w komentarzu poniżej lub na Facebooku!

You Might Also Like

No Comments

Leave a reply