Fotografia koncertowa 2

Przystanek Woodstock 2017: Koncerty, koncerty, koncerty!

Oglądając relacje z Przystanku Woodstock można odnieść wrażenie, że to, co najważniejsze dzieje się na terenie festiwalu, ale niekoniecznie na scenach. Rzeka tysięcy kolorowych ludzi, pomysłowe obozowiska i budowle, setki warsztatów i spotkań w namiotach ASP, błotne kąpiele i prysznice, diabelski młyn, sylwetka przytulonej pary skaczącej na bungee. Ale to koncerty na kilku scenach są kręgosłupem, na którym opiera się Przystanek.

Zaczyna się w środę na ASP nocnymi koncertami jazzowymi. Dzień później oficjalnie startują kolejne sceny – Duża, gdzie Jurek Owsiak razem z zawiadowcą Romanem Polańskim odgwizdują początek festiwalu. Mała, która „mała” jest już wyłącznie z nazwy, gromadząca wierną publiczność i lubiana przez wykonawców. Viva Kultura, gdzie można posłuchać reggae i punka, a także kilka bardziej lub mniej oficjalnych scen uzupełniających, na które natykałem się wędrując po polu.

W tym roku pracowałem przede wszystkim na dużej scenie. O urokach fotografowania na jednej z największych scen w Polsce opowiadałem już rok temu, ale dla przypomnienia: trzeba uważać na kilka ruchomych kamer, nie dać się zabić wózkowi, który jeździ w fosie, w lot czytać intencje muzyków i ich obsługi technicznej. Walczyć (ale nie na łokcie i nie z kolegami/koleżankami) o dobre ujęcia, mieć odrobinę szczęścia, bo, nie ukrywajmy, często to od niego zależy, czy uda się uchwycić ten idealny kadr. Nie dać się oszołomić widokowi publiczności, która wypełnia przestrzeń aż po horyzont.

Przystanek Woodstock 2017 – muzycznie

Tegoroczny Woodstock miał kilka mocnych muzycznych punktów: z przyjemnością słuchałem weteranów gitarowego grania Archive, wariowałem przy francuskich nawijkach Dub Inc., skakałem do klasyczn

ych numerów House of Pain i rozczulałem się nad swoim wiekiem na Heyu. No i jeszcze Slaves, brytyjscy chuligani, którzy odwalili show jakiego nie powstydziliby się nawet Sex Pistolsi (do kajetu: za rok polecam na dużą scenę duet Sleaford Mods). Zachowało się  również nagranie mojego szalonego tańca z występu The Bloody Beetroots. Ale wtedy odłożyłem już aparat i oddałem nieskrępowanej niczym zabawie 🙂

Klikając teraz po folderach czuję oczywiście niedosyt: mogłem bardziej się przyłożyć, odwiedzać częściej małą scenę, skupić się na poprawnej ekspozycji, zrobić trochę mniej zdjęć. Ale chrzanić to. I tak jest nieźle, a za rok kolejna szansa na zdjęcia!

Koniecznie zobaczcie też pierwszą i drugą część moich zdjęć z Woodstockowego pola, bo właśnie one skutecznie odciągały mnie od okupacji fosy na koncertach.

You Might Also Like

2 komentarze

  • Megi says: Sie 12, 2017 at 14:06

    Ale foty!!! Pełen podziw za umiejętność patrzenia , dostrzegania i zatrzymywania „tej chwili”. Zostaję Twoją fanką !

    Reply
    • Bartek Muracki says: Sie 12, 2017 at 14:08

      Dzięki! Bardzo się cieszę, wpadaj tutaj i na mój fanpage po więcej zdjęć 🙂

      Reply

    Leave a reply